|
Badanie stanu gospodarki wymaga wielu instrumentów, podobnie jak ma to miejsce w medycynie. Ekonomiści analizują codziennie stan gospodarki w kraju, regionie oraz na świecie nie tylko na podstawie danych makroekonomicznych, lecz również wskaźników nastrojów.
Indeks PMI (ISM)
Indeks PMI (Purchasing Managers Index) został opracowany przez
Institute for Supply Management. Dla Stanów Zjednoczonych jest on
prezentowany pod nazwą ISM. Indeks ten jest również obliczany w dla
innych krajów, Eurolandu, także Polski przez agencję Reuters i
prezentowany pod skrótem PMI.
Stanowi on ważny indykator sytuacji gospodarczej kraju. Algorytm
obliczeń jest bardzo prosty. Wśród menadżerów zaopatrzenia w
przedsiębiorstwach produkcyjnych na terenie całego kraju lub badanego
obszaru jest przeprowadzana co miesiąc anonimowa ankieta dotycząca
sytuacji w firmie w następujących sferach: nowe zamówienia, portfel
zamówień, nowe zamówienia eksportowe, import, produkcja, dostawy,
zapasy, zapasy dla klientów, zatrudnienie, ceny.
Respondent ma za zadanie porównać obecną sytuację do tej, sprzed
miesiąca poprzez udzielenie krótkich odpowiedzi: „jest lepiej”, „bez
zmian”, „jest gorzej”. Indeks ISM jest obliczany jako średnia ważona z
utworzonych na podstawie otrzymanych odpowiedzi pięciu subindeksów
(nowe zamówienia, produkcja, zatrudnienie, dostawy, zapasy), które są
dodatkowo korygowane czynnikami sezonowymi.
Wartość prognostyczna wskaźnika PMI (ISM) dla całej gospodarki zależy
od udziału sektora produkcyjnego w wytwarzaniu PKB. Jeżeli przeważają w
niej usługi, wówczas większą wartość przedstawia indeks PMI (ISM)
dotyczący sektora usług, publikowany w USA od 1998 r. Wskaźnik ten
mierzy aktywność w sektorze przedsiębiorstw usługowych. Ocenie jest
poddawana sytuacja w zakresie aktywności biznesowej, nowych zamówień,
zatrudnienia, dostaw.
Przebieg indeksu PMI (ISM) pokazuje cykliczność kryzysów gospodarczych.
Jeżeli jego wartość jest wyższa niż 50, świadczy to, o dobrej sytuacji
gospodarczej. Osiągnięcie maksimum 100 świadczyłoby o tym, że wszystkie
zmiany w gospodarce są pozytywne. Lecz idealnej gospodarki nie ma.
Najwyższy poziom indeksu ISM stanowiący 77 odnotowano w USA w lipcu
1950, lecz po dwóch latach wskaźnik spadł do 36,7.
Poziom ISM mniejszy niż 50 oznacza, że gospodarka ma problemy i grozi
kryzys. Im wskaźnik niższy, tym gorzej. Sytuacja, kiedy PMI (ISM)
znajduje się poniżej 40 świadczy już o poważnym kryzysie. W grudniu
2008 r. ISM dla przemysłu w USA spadł do 32,9. Obecnie widoczne jest
pewne odreagowanie. Lecz, gdzie jest dno? – pokaże przyszłość. Oznacza
to że mamy poważny kryzys gospodarczy a data jego zakończenia nie jest
bliska. Z niższymi odczytami indeksu mieliśmy do czynienia tylko trzy
razy, w latach: 1949, 1975, 1980.
Ostatni szczyt wskaźnika ISM na poziomie 60 miał miejsce w połowie 2004
r. Od tamtego czasu jego wartości były na coraz niższych poziomach. Już
w styczniu 2007 r. wskaźnik spadł poniżej 50, co powinno wzbudzić
niepokój. W późniejszych miesiącach nieco odbił, jednak po ostatnim
tchnieniu na początku 2008 r. wszedł poniżej krytycznego poziomu, skąd
już nie wyszedł, lecz z każdym miesiącem pogrążał się. Tymczasem
niesamowita hossa na giełdach, rynkach nieruchomości i surowców
utwierdzała świat o wielkiej prosperity. Wierzono, że ceny akcji,
nieruchomości, wynagrodzenia, produkty krajowe będą tylko rosnąć. A
tymczasem wskaźnik od miesięcy sygnalizował kryzys.
Źródło: Opracowanie własne, na podstawie danych Institute for Supply Management™
Indeksy ISM oraz PMI są wiarygodnymi indykatorami sytuacji
gospodarczej, bowiem jej ocena płynie od osób bezpośrednio
uczestniczących w procesach gospodarczych, a zatem wiedzących więcej
niż sztaby analityków z instytucji finansowych, nie mających kontaktu z
realną gospodarką, obracających się w wirtualnej rzeczywistości.
Indeksy te posiadają również wysoką wartość prognostyczną. Dzięki temu,
że są publikowane bezpośrednio po zakończeniu miesiąca dobrze opisują
aktualną sytuację w gospodarce.
Należy dodać, że przy analizie sytuacji całej gospodarki należy brać pod uwagę oba wskaźniki - dotyczące produkcji oraz usług.
Baltic Dry Index
Wskaźnik ten jest obliczany przez giełdę Baltic Exchange w Londynie. Odzwierciedla on aktualną cenę transportu drogą morską jednostki ładunku masowego na różnych szlakach na świecie. Jest ona pochodną aktywności w zakresie transportu morskiego, a ta zależy od koniunktury gospodarczej.
Transport morski wzrasta w okresie rozkwitu gospodarczego. Im lepsza sytuacja tym większy obrót handlowy. Eksporterzy sprzedają swoje towary, importerzy kupują surowce i komponenty. Ludzie mają więcej pieniędzy - rośnie więc konsumpcja, kwitnie przewóz różnych dóbr. Rosnący popyt na usługi transportowe, implikuje wzrost ich cen, także stawek frachtowych w transporcie morskim - zwyżkuje Baltic Dry Index. W przypadku dekoniunktury mamy do czynienia z sytuacją odwrotną, stąd stawki frachtowe są niskie – indeks spada.
Przyjrzyjmy się zmianom BDI za okres ostatnich pięciu lat. Na wykresie uwzględniono również przebieg ceny złota.
Jak widać, pierwszy sygnał ostrzegawczy został wysłany w grudniu 2007 roku. Baltic Dry Index spadł w ciągu miesiąca o 40 proc. Przypomnijmy, wówczas zaczęły zniżkować również kursy akcji. Jednak w styczniu 2008 roku indeks zaczął znów wzrastać, i w maju osiągnął historyczne maksimum na poziomie 11.793 pkt. Od czerwca rozpoczął się gwałtowny spadek BDI który zakończył się w grudniu na poziomie 663 pkt. Oznacza to zmniejszenie jego wartości o 94 proc.
Przez blisko trzy kwartały ubiegłego roku nie wielu ludzi zdawało sobie sprawę z nadchodzącego kryzysu, którego pierwsze mocne uderzenie nastąpiło we wrześniu. A wystarczało zastanowić się, jakie przesłanie niesie 40-procentowy spadek BDI od czerwca do końca sierpnia. Należy dodać, że od lipca zaczęły tanieć surowce.
Od grudnia 2008 r. nastąpiło lekkie odbicie indeksu i stanowi on obecnie 1870 pkt. Nie ma jednak widocznego trendu wzrostowego, co świadczy o trwającej silnej dekoniunkturze.
Jak podał w styczniu Daily Telegraph stawki frachtowe z Azji do Europy spadły do zera. Według dziennika Lloyd's List brokerzy z Singapuru redukują opłaty za kontenery wypływające z Południowych Chin, obciążając terminale tylko minimalnymi kosztami. Fachowcy z branży twierdzą, że nigdy nie widzieli stawek frachtowych na tak niskim poziomie.
Uwidocznione na wykresie notowania złota pokazują na siłę tego kruszcu w okresie dekoniunktury.
Praktyka pokazała, że Baltic Dry Indeks bardzo dobrze odzwierciedla stan sytuacji gospodarczej. Dzięki codziennym publikacjom jego wartości przez serwis informacyjny Bloomberg możemy na bieżąco śledzić koniunkturę gospodarczą, bez konieczności oczekiwania na dane statystyczne, jak ma to miejsce w przypadku PKB, inflacji, wzrostu produkcji.
Lecz największą zaletą wskaźnika Baltic Dry Indeks jest wartość prognostyczna - sygnały wyprzedzające zmiany koniunktury są wysoce wiarygodne.
Wskaźnik Optymizmu Konsumentów
Wskaźnik Optymizmu Konsumentów dotyczący Polski
jest publikowany co miesiąc od 1991 r. przez
firmę Ipsos Polska. Podstawą dla obliczeń wskaźnika są
wyniki ankiet kierowanych do reprezentatywnej grupy 1000
Polaków w wieku od 15 lat wzwyż. Podobne wskaźniki konstruuje się również w
innych krajach.
Respondenci subiektywnie oceniają: sytuację
gospodarczą kraju, osobistą sytuację materialną, poziom bezrobocia, inflację,
skłonność do zakupów trwałych dóbr konsumpcyjnych i poziom oszczędności w ciągu
ostatnich 12 miesięcy. Ponadto przedstawiają swoje prognozy, jak będą
kształtować się te czynniki w najbliższych 12 miesiącach.
Ankieta
zawiera pięć pytań:
- Jak ocenia Pan(i) zmianę sytuacji gospodarczej w Polsce w ciągu ostatnich 12
miesięcy?
- Jak Pan(i) sądzi, jak sytuacja gospodarcza w Polsce będzie się zmieniać w
ciągu najbliższych 12 miesięcy?
- Jak ocenił(a)by Pan(i) sytuację materialną w swoim domu, gdy porówna ją
Pan(i) z sytuacją sprzed 12 miesięcy?
- Jak Pan(i) sądzi, jaka będzie sytuacja materialna w Pana(i) domu za 12
miesięcy?
- Czy Pana(i) zdaniem, obecnie jest dobry okres na kupowanie przedmiotów
trwałego użytku?
Respondenci wskazują na poprawę, pozostanie bez
zmian lub pogorszenie danego czynnika. Na podstawie uzyskanych odpowiedzi
wyznacza się różnicę procentów odpowiedzi pozytywnych i negatywnych. Otrzymane
wyniki służą określeniu Wskaźnika Optymizmu Konsumentów. Ponadto konstruowane są
dwa dodatkowe wskaźniki:
- Indeks Klimatu Gospodarczego (IKG) - dla odpowiedzi na pytania 1 i 2
- Indeks Skłonności do Zakupów (ISZ) - dla odpowiedzi na pytania 3,4,5
Na wartość Wskaźnika Optymizmu Konsumentów ma wpływ wiele czynników,
jak ogólna sytuacja gospodarcza, poziom inflacji czy wydarzenia polityczne, np.
wybory.
Od 1991 r. do chwili obecnej wystąpiły dwa okresy, kiedy Polacy
wykazywali się największym optymizmem. Pierwszy miał miejsce w latach 1995-1997,
kiedy następowały pozytywne zmiany w polskiej gospodarce (spadała inflacja,
bezrobocie, rosły wynagrodzenia). Późniejsze negatywne zjawiska, m.in. kryzysy
ekonomiczne na świecie, wzrost bezrobocia w Polsce, czy załamanie na giełdach z
powodu pęknięcia bańki internetowej mocno pogorszyły nastroje wśród ludności,
czego dowodem jest spadek wskaźnika o 1/3 licząc od szczytu. Wskaźnik Optymizmu
Konsumentów zaczął wzrastać od 2004 r. a jego szczyt na poziomie 112 pkt.
odnotowano w marcu 2008 r.
Później trend na wykresie wskaźnika uległ
odwróceniu. Coraz więcej Polaków dochodziło do wniosku, że nadchodzą trudne
czasy. Wskaźnik zaczął spadać. Początkowo powoli, jednak po załamaniu na rynkach
finansowych spadki uległy przyspieszeniu. Obecnie jego poziom jest niewiele
wyższy od tego z początku lat 90-tych i niższy niż w latach
2000-2001.
Wcześniejsze spadki Wskaźnika Optymizmu Konsumentów, jakie
miały miejsce przed załamaniem rynków finansowych i wejścia świata w depresję
gospodarczą, dowodzą jego wartości poznawczej i prognostycznej. Warto dodać, że
tak drastycznych spadków wskaźnika, jakie miały miejsce po wrześniu 2008 nie
odnotowano w ciągu całego okresu, kiedy był on obliczany. Poziom
pesymizmu Polaków jest tak duży, że dwóch na trzech oceniających negatywnie
postrzega otaczającą nas rzeczywistość gospodarczą i perspektywy jej
zmiany.
New York Empire State Index
NY Empire State Index jest wskaźnikiem nastrojów publikowanym w połowie
każdego miesiąca przez oddział Fed w Nowym Jorku. Odzwierciedla on
sytuację gospodarczą w jednym z najbardziej znaczącym stanów USA.
Ankieta
jest kierowana do 175 firm produkcyjnych i ma na celu uzyskanie opinii
menadżerów, dotyczącej sytuacji biznesowej aktualnie i przewidywanej
w najbliższej przyszłości. Respondenci ujawniają, jak przedstawia się
aktualna sytuacja w ich przedsiębiorstwach w porównaniu z miesiącem
poprzednim. Ponadto przedstawiają prognozy zmian w tym zakresie w
okresie najbliższych sześciu miesięcy.
Pytania dotyczą następujących zagadnień: zamówień, logistyki, czasu
realizacji dostaw, zapasów, cen płaconych, cen otrzymywanych, stanu
zatrudnienia, tygodniowej ilości godzin pracy oraz przewidywanych
zmian sytuacji w gospodarce. Przedstawiciele przemysłu wypowiadają się
również w kwestiach nakładów na technologie oraz wydatków kapitałowych
w ciągu półrocza. Kwestionariusz z pytaniami proponuje trzy opcje
odpowiedzi: „wzrośnie”, „pozostanie bez zmian”, „zmniejszy się”.
Udział procentowy dla poszczególnych wariantów odpowiedzi, po
uwzględnieniu ewentualnych czynników sezonowych, stanowi podstawę
konstrukcji sub-indeksów, a te są podstawą dla obliczenia indeksu
koniunktury gospodarczej w stanie Nowy Jork – NY Empire State Index.
Od 2001 r. indeks osiągał w przeważającej mierze, wartości dodatnie.
Krótkotrwałe, ujemne odczyty wystąpiły w latach 2002, 2003 oraz 2005.
Najwyższe wartości indeksu odnotowano na przełomie 2003/2004 r. Wówczas
wzrost gospodarczy w Stanach osiągał rekordy dekady.
Pierwsze ostrzeżenie przyszło w pierwszym kwartale 2007 r., kiedy
indeks spadł do poziomu bliskiego 0. Późniejsze miesiące przyniosły
odreagowanie, i zwyżkował on powyżej 25 pkt.
Gwałtowny spadek indeksu rozpoczął się w czwartym kwartale 2007 r., kiedy kończyła się kilkuletnia hossa na giełdach.
Na początku 2008 r. indeks spadł poniżej zera, był to początek recesji
w USA. W efekcie dalszego pogorszenia koniunktury w ciągu 5 miesięcy
stracił blisko 50 pkt. W następnych okresach tylko dwukrotnie jego
wartość nieznacznie przewyższyła 0. Raport Fed z połowy września 2008
r. wykazał już spadek o 10 pkt, do -7,4 pkt. Kolejne miesiące
sprowadzały indeks do coraz niższych poziomów, przyczyną czego był
krach na rynkach finansowych oraz rosnące problemy gospodarcze w USA.
Zahamowanie spadków indeksu a nawet niewielkie odreagowanie nastąpiło
na przełomie 2008/2009.
Niestety, przez kolejne dwa miesiące indeks znów tracił na wartości - w
marcu 2009 r. osiągnął swe minimum -38,2 pkt. Tylko 10 proc.
przemysłowców ze stanu Nowy Jork odczuło wówczas poprawę sytuacji a u
48 proc. uległa ona pogorszeniu. Największe spadki koniunktury
odnotowano w obszarach: nowych zamówień, logistyki, niezrealizowanych
zamówień, czasu realizacji dostaw, zapasów. Jak dotąd, był to
najniższy odczyt NY Empire State Index od 2001 r.
Dane opublikowane przez Fed w połowie kwietnia 2009 r. pokazują duży,
24-punktowy wzrost indeksu do poziomu -14,7 pkt. Pomimo, że jego
wartość pozostaje poniżej zera, odzwierciedla zaufanie do planu
uzdrowienia amerykańskiej gospodarki i rosnącą nadzieję na wyjście z
kryzysu. Czy nie przedwcześnie? Dane dotyczące sytuacji gospodarczej w
Stanach Zjednoczonych są w dalszym ciągu niepomyślne, podnoszą się
protesty społeczne, a rezultaty planów ratunkowych stanowią wielką
niewiadomą.
Michigan Consumer Sentiment Index
Michigan Consumer Sentiment Index (MCSI) jest wskaźniem nastroju, który
został opracowany przez Uniwersytet w Michigan.Stanowi on ważny
indykator koniunktury gospodarczej oraz może wspomagać prognozowanie.
Wartość indeksu jest obliczana na podstawie wyników, co miesiąc
przeprowadzanej ankiety telefonicznej, skierowanej do 500 gospodarstwach
domowych w Stanach Zjednoczonych z wyjątkiem stanów Alaska i Hawaje. Respondenci
odpowiadając na pytania oceniają aktualną i przewidywaną sytuację finansową
swych gospodarstw domowych.
Im sytuacja Amerykanów jest lepsza, tym
wyższy poziom indeksu. To daje podstawy aby wnioskować, że wzrosną nakłady na
konsumpcję. Wzrost konsumpcji ma pozytywny wpływ na obroty przedsiębiorstw
produkcyjnych i usługowych, co przekłada się na ich wyniki finansowe oraz kursy
akcji i obligacji. W konsekwencji napędza to wzrost gospodarczy. Efektem
prosperity w gospodarce jest dalszy wzrost zamożności społeczeństwa, które
wydaje coraz więcej na konsumpcję, pobudzając jeszcze bardziej gospodarkę. Takie
sprzężenie zwrotne napędza koniunkturę. Analogicznie funkcjonuje mechanizm
generujący dekoniunkturę w gospodarce.
Znajomość wartości indeksu MCSI
oraz jego trendu może dać odpowiedź na pytanie, czy w przyszłości konsumenci
będą wydawać więcej, czy mniej pieniędzy. Pozwala to przewidzieć, w jakim
kierunku będzie podążać gospodarka - czy będzie wzrastać, czy grozi jej
dekoniunktura.
Indeks jest publikowany dwa razy w miesiącu – w połowie
miesiąca (wyniki wstępne) oraz na koniec lub początku następnego miesiąca, kiedy
znane są już pełne wyniki ankiety.
Na wykresie obrazującym zmiany wskaźnika od
1978 r. zaznaczono obszary, kiedy w Stanach Zjednoczonych miała miejsce recesja.
W większości wypadków poprzedza ją spadek indeksu MCSI.
Najniższą
wartość indeksu odnotowano podczas recesji w 1980 r. Kolejny kryzys miał miejsce
na początku lat 90-tych - znów na krótko pogorszyły się nastroje konsumentów.
Przez ostatnią dekadę minionego wieku indeks Uniwersytetu Michigan wzrastał i na
początku 2000 r. osiągnął historyczne maksimum. Recesja i pęknięcie bańki
internetowej w USA sprowadziły indeks w 2003 r. do poziomu 75. Późniejsze lata
upływały pod znakiem prosperity w gospodarce USA oraz na świecie a na giełdach
panowała hossa. Poprawiały się więc nastroje amerykańskich konsumentów. Jednak w
połowie 2005 r. uległy znacznemu pogorszeniu.
Ostatni marsz na górę
indeks MSCI rozpoczął w maju 2006 r. a po kilku miesiącach osiągnął lokalny
szczyt. Od początku 2007 r. zaczął dynamicznie spadać. Jednak na giełdach dalej
panowała hossa. Dopiero w październiku 2007 r. nastąpiła radykalna zmiana trendu
wzrostowego na spadkowy.
Styczeń 2008 r. można uznać jako początek
depresji w Stanach Zjednoczonych. Spadki PKB zaczęły niepokoić amerykański rząd,
coraz częściej mówiono o problemach rynku kredytów hipotecznych. Na początku
czerwca 2008 r. odczyt indeksu należał do jednych z najniższych w historii,
później nieco odreagował.
Po czterech miesiącach światem wstrząsnęły
informacje o problemach amerykańskiego sektora finansowego. Negatywne wydarzenia
na rynkach finansowych, towarowych, nieruchomości potoczyły się szybko. Stany
Zjednoczone i świat pogrążyły się w kryzysie. Indeks Uniwersytetu Michigan
zszedł poniżej 60. Niski poziom wskaźnika utrzymuje się już 10 miesięcy. Oznacza
to, że weszliśmy w depresję, która może potrwać dłuższy czas.
Jak widać,
Michigan Consumer Sentiment Index dawał wielokrotnie sygnały zmiany koniunktury
na kilka miesięcy wcześniej. Tak też było ostatnim razem. Pogarszające się
nastroje konsumentów amerykańskich miały dużą wartość prognostyczną.
Crash Confidence Index
Crash Confidence Index, jest indeksem zaufania, odzwierciedlającym
poglądy inwestorów na rozwój sytuacji na rynku papierów wartościowych.
Jak nazwa wskazuje, dotyczy on prawdopodobieństwa wystąpienia krachu
gospodarczego - na miarę tego z 1929 roku. Kryzys mamy dopiero przed
sobą, wiele wskazuje, że będzie to Wielka Depresja II.
Jest on opracowywany przez
Międzynarodowe Centrum Finansów przy Szkole Zarządzania w Yale (International
Center For Finance at the Yale School of Management) pod nadzorem profesora
Roberta J. Shillera, także autora innych ważnych indeksów.
Shiller
definiuje swój indeks, jako procent inwestorów, którzy uważają, że istnieje małe
prawdopodobieństwo - niższe niż 10 proc. - zaistnienia krachu na rynku akcji w
Stanach Zjednoczonych w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Mowa o krachu na
miarę tego z okresu Wielkiej Depresji. Może mieć on źródło w USA, jak też poza
granicą i przenieść się na rynek amerykański. Pytanie jest kierowane do
inwestorów instytucjonalnych oraz indywidualnych, a następnie dla każdej grupy
wyznacza się odpowiedni wykres.
Im niższy odczyt indeksu, tym mniejsza
wiara, że krachu nie będzie. Oznacza to, że ubywa inwestorów, którzy są
optymistami co do rozwoju sytuacji na giełdzie. Indeks można określić, jako
"miernik niewiary w krach".
Na poniższym wykresie przedstawiono
kształtowanie się Crash Confidence Index w ciągu ostatnich 20 lat. Dla
inwestorów indywidualnych indeks zaczęto obliczać systematycznie dopiero pod
koniec lat 90-tych.
Początkowo większymi optymistami byli
inwestorzy indywidualni. Taka sytuacja trwała do 2003 r. Zakończenie bańki
internetowej oznaczało wzrost optymizmu, który przeważał w kolejnych latach
wśród inwestorów instytucjonalnych. Hossa na giełdach powodowała, że coraz
więcej inwestorów postrzegało ryzyko krachu jako niskie. W efekcie indeks dla
inwestorów instytucjonalnych uformował dwa szczyty – w kwietniu 2006 r. i lutym
2007 r. Jego wartość wyniosła wówczas około 58 proc. Z punktu widzenia analizy
technicznej taki podwójny szczyt jest sygnałem zmiany trendu. Tak też się stało
- w następnych miesiącach w obu grupach inwestorów optymizm dynamicznie spadał.
Do sierpnia 2007 r. zniżkował do poziomu 35 proc. wśród inwestorów
instytucjonalnych oraz 30 proc. wśród inwestorów indywidualnych. Tymczasem w
lipcu 2007 r. na giełdzie miała miejsce korekta, lecz wkrótce indeksy znów
zaczęły zwyżkować. Ostateczny zwrot nastąpił w październiku 2007 r. Wówczas z
indeksów Shillera wynikało, że tylko 1/3 inwestorów nie obawia się
krachu.
W następnych miesiącach mniej było optymistów wśród inwestorów
indywidualnych, co może świadczyć o ich lepszym wyczuciu rynku. Obnażenie we
wrześniu 2008 r. problemów rynku finansowego w Stanach Zjednoczonych i
drastyczne spadki kursów akcji na giełdach spowodowały, że pesymiści przeważali
zdecydowanie nad optymistami.
Jak widać, Crash Confidence Index dał
sygnał ostrzegawczy w połowie 2007 r. - pojawił się kilka miesięcy wcześniej
przed zmianą trendu i rok przed załamaniem rynków finansowych. Dowodzi to jego
wartości poznawczej i prognostycznej.
Tak niskiego poziomu optymizmu
inwestorów, jaki mieliśmy w lutym tego roku nie było, odkąd indeks jest liczony,
czyli w ciągu minionych 20 lat. Oznacza to, że nie pojawiły się sygnały poprawy
sytuacji na rykach finansowych.
Conference Board Leading Economic Index
Leading Economic Index
(LEI) publikowany przez amerykańską organizację pozarządową Conference Board
należy do wskaźników pozwalających diagnozować aktualną sytuację oraz
prognozować przyszłość amerykańskiej gospodarki. Podobne wskaźniki są liczone
również dla Strefy Euro i kilku innych krajów.
Prezentowany,
jako Conference Board Leading Economic Index jest obliczany w okresach
miesięcznych na podstawie danych dotyczących 10 wskaźników ekonomicznych
dotyczących amerykańskiej gospodarki:
- Średnia tygodniowa ilość godzin pracy w sektorze produkcyjnym
- Średnia tygodniowa ilość złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych
- Nowe zamówienia na dobra konsumpcyjne
- Czas realizacji dostawy zamówień przedsiębiorstw
- Nowe zamówienia na dobra kapitałowe (bez zamówień przemysłu zbrojeniowego)
- Ilość wydanych pozwoleń na budowę prywatnych domów
- Wartość indeksu S&P500 giełdy papierów wartościowych w Nowym Jorku
- Podaż pieniądza M2, skorygowana inflacją
- Spread stóp procentowych 10-letnich obligacji i Fed
- Indeks nastrojów konsumentów publikowany przez Uniwersytet w Michigan
Analiza danych historycznych pokazuje, że wskaźnik ten spadał
przed pojawieniem się recesji i wzrastał przed ożywieniem gospodarczym.
Przyjmuje się, że sygnałem recesji są trzy kolejne spadki indeksu w ciągu trzech
miesięcy. Zdarzało się jednak, że ta reguła dawała fałszywy sygnał. Dlatego też
analitycy poszukują potwierdzenia w tempie spadków. Biorą pod uwagę sytuację,
kiedy spadek indeksu wynosi więcej niż 1 proc. i towarzyszą mu zniżki wartości
najbardziej reprezentatywnych ze wskaźników, na których jest oparty indeks. Im
więcej wskaźników spada, tym bardziej wiarygodny sygnał.
Od początku lat
60-tych wskaźnik znajdował się w długoterminowym trendzie wzrostowym. Korekty
miały miejsce podczas kryzysów ekonomicznych. Gospodarka amerykańska stymulowana
niskimi stopami procentowymi i rosnącym zadłużeniem rozwijała się coraz
szybciej. Jednak w 2007 r. pojawiły się poważne symptomy pogorszenia koniunktury
gospodarczej w USA. Miało to odzwierciedlenie we wskaźniku LEI. Po lipcu 2007 r.
odnotowywano dla większości miesięcy negatywne momentum zmian wartości
wskaźnika. W pierwszym kwartale 2008 r. wskaźnik spadł do poziomu z 2004 r.
Kolejne, tym razem bardziej dynamiczne, spadki następowały od połowy 2008 r.
Apokalipsa nadeszła po trzech miesiącach we wrześniu, kiedy obnażone zostały
problemy sektora bankowego w Stanach Zjednoczonych a później w innych krajach.
Nie było już złudzeń - rozpoczął się kryzys, chociaż jego początek w Stanach
Zjednoczonych miał miejsce kilka miesięcy wcześniej. Na przełomie roku 2008/2009
doszło do zahamowania spadków, lecz w lutym odnotowano znów niższy odczyt
wskaźnika.
Jak widać wskaźnik ten dał już w lecie 2007 r. sygnał
ostrzegawczy nadchodzącej recesji.
Na spadek wskaźnika LEI miały wpływ pogarszające się
nastroje wśród Amerykanów z powodu rosnącego dynamicznie bezrobocia - wzrosła
ilość wniosków o zasiłki. Spadła też tygodniowa ilość godzin pracy, osiągając
kolejne minimum. W lutym spadały również ceny akcji – indeks S&P500 stracił
11 proc. Z kolei trzy wskaźniki stanowiące podstawę kalkulacji wskaźnika LEI
osiągnęły pozytywny wynik a kolejne trzy pozostały bez zmian.
Drugim
ważnym wskaźnikiem opracowywanym przez Conference Board jest Coincident Economic
Indicator (CEI). Jest on miernikiem aktywności ekonomicznej, opartym na czterech
wskaźnikach ekonomicznych. Znajduje się on również w trendzie
spadkowym.
Na podstawie analizy zachowań głównych wskaźników, jak również
tych, które stanowią podstawę ich konstrukcji można wnioskować, że recesja w
2009 r. będzie się utrzymywać, lecz jej intensywność może spadać.
Ifo Business Climate
Indeks Ifo Business Climate jest
publikowany przez niemiecki instytut badań nad gospodarką - Institut für
Wirtschaftsforschung w Monachium. Odzwierciadla on nastroje biznesowe wśród
niemieckich przedsiębiorców. Jest to jeden z głównych indeksów
w Europie, będący dobrym indykatorem sytuacji gospodarczej, nie tylko w
Niemczech, lecz również w Strefie Euro oraz UE. Określany często mianem indeksu
Instytutu Ifo. Należy dodać, że "Ifo" jest skrótem od terminu "Information und
Forschung" (informacja i badanie).
Podstawą do obliczeń indeksu są
wyniki comiesięcznych sondaży przeprowadzanych wśród około 7000 przedsiębiorstw
sektora przetwórczego, budownictwa, handlu hurtowego i detalicznego.
Podczas sondażu przedsiębiorcy ze wszystkich landów oceniają bieżący
poziom sytuacji biznesowej (koniunktury). Możliwe oceny to: dobra, zadowalająca,
zła. Ponadto przedstawiają oni własne oczekiwania (prognozy), co do
kształtowania się koniunktury w okresie najbliższych sześciu miesięcy. Posiadają
do wyboru następujące odpowiedzi: lepsza, bez zmian, gorsza.
Na
podstawie otrzymanych odpowiedzi są obliczane salda ocen. Pierwsze dotyczy oceny
bieżącej sytuacji biznesowej - stanowi różnicę procentów pomiędzy odpowiedziami
„dobra” i „zła”. Drugie saldo odpowiedzi, dotyczące oczekiwań, jest obliczane
jako różnica pomiędzy odpowiedziami „lepsza” i „gorsza”.
Indeks Ifo
Business Climate opiera się na dwóch subindeksach: (i) Ifo Business Situation
(dotyczy bieżącej sytuacji) oraz (ii) Ifo Business Expectations (dotyczy
oczekiwań biznesowych). Jego wartość stanowi średnia geometryczna obydwu
subindeksów.
Przy kalkulacji wartości indeksu Ifo Business Climate, jak
również jego dwóch składowych (subindeksów) podstawę odniesienia stanowi średnia
z 2000 r.
Spadek indeksu poniżej 85 świadczy o poważnych problemach w
gospodarce.
Najwyższy odczyt indeksu Ifo Business
Climate na poziomie 109,1 odnotowano w grudniu 2006. Następnie miała miejsce
kwartalna korekta, po czym indeks znów wzrastał osiągając kolejny szczyt w
kwietniu 2007 r. Jednak był on już na niższym poziomie. Trend spadkowy
rozpoczął się. Po czerwcu 2008 r. nastąpiło przyspieszenie spadków. Kryzys
finansowy ujawnił się w pełni we wrześniu. Oznacza to, że Ifo dał sygnał
nadchodzącego kryzysu kilkanaście miesięcy wcześniej.
Od grudnia 2008 r.
tempo spadków indeksu zmniejszyło się. W marcu 2009 r. osiągnął on najniższą w
historii wartość na poziomie 82,1. Przedsiębiorstwa zaraportowały o pogorszeniu
sytuacji a także pesymistycznie postrzegały najbliższe sześć miesięcy. Wiele
firm, szczególnie eksportujących zamierza zmniejszyć zatrudnienie.
W
latach 2001-2006 indeks oczekiwań by wyższy, niż indeks bieżącej sytuacji, co
świadczy o optymiźmie przedstawicieli gospodarki. Od 2006 r. mamy do czynienia z
sytuacją odwrotną - indeks oczekiwań, co do przyszłości znalazł się poniżej
indeksu opisującego aktualną sytuację. Dowodzi to pesymizmu wśród niemieckich
przedsiębiorców. Jednak od początku 2009 r. odnotowano wzrost indeksu oczekiwań,
co świadczy, że odradza się optymizm w kręgach gospodarczych
Niemiec.
Warto dodać, że gospodarka niemiecka boryka się od kilkunastu
miesięcy z poważnymi problemami, o czym świadczą coraz gorsze wskaźniki
ekonomiczne. Trend spadkowy indeksu Ifo świadczy o braku sygnałów zakończenia
recesji w Niemczech. To rzutuje na sytuację w całej Europie, w tym Unii
Europejskiej, gdyż Niemcy są największą potęgą gospodarczą na naszym kontynencie
i czwartą na świecie.
Indeks Nędzy (USA)
Indeks Nędzy (Misery Index) został
opracowany w 1960 r. przez
ekonomistę Artura Okuna, doradcę prezydenta Johnsona. Sposób jego
liczenia jest niezwykle prosty - sumowane są: stopa bezrobocia i roczna
stopa inflacji.
Zakłada się, że bezrobocie oraz inflacja zwiększają koszty w gospodarce
i socjalne w państwie. Rosnąca inflacja oraz coraz większa ilość ludzi
bez pracy powoduje pogorszenie sytuacji ekonomicznej kraju, wzrasta
Indeks Nędzy.
Misery Index służy nie tylko diagnozowaniu kondycji gospodarki.
Wykorzystywany jest również przez polityków amerykańskich, szczególnie
przy ocenie poszczególnych kadencji prezydenckich, czy partii
rządzących, zasiadających w Kongresie i Senacie.
Na wykresie przedstawiłem przebieg zmian Indeksu Nędzy dla Stanów
Zjednoczonych wraz ze składowymi: stopą bezrobocia oraz rocznymi
stopami inflacji.
Rosnące wartości indeksu są zbieżne z okresami depresji w USA. W latach
70-tych miały miejsce dwa najwyższe szczyty indeksu. Pierwszy, bliski
20, wystąpił na początku 1975 r., kiedy w Białym Domu urzędował
prezydent Ford. Przyczyną wzrostu indeksu była galopująca inflacja i
bezrobocie, jakie rozpoczęły się za prezydentury Nixona, który musiał
podać się do dymisji po ujawnieniu afery Watergate. Jeszcze w okresie
urzędowania Forda indeks znacząco spadł, co było efektem stłumienia
inflacji oraz stopy bezrobocia.
Drugi szczyt, najwyższy w historii publikacji wskaźnika, na poziomie
bliskim 22 odnotowano w połowie 1980 r. za prezydentury Cartera. Tu
decydujący wpływ na wzrost indeksu miała galopująca inflacja, która
sięgała 15 proc. w marcu 1980 r. Wraz ze wzrostem inflacji rosło
bezrobocie, jednak jego szczyt był przesunięty w czasie. Największe
bezrobocie miało miejsce na przełomie lat 1982/1983 i zbliżyło się do
11 proc. Za prezydentury Reagana Misery Index szybko spadał.
Obecna fala wzrostowa Indeksu Nędzy rozpoczęła się dziesięć lat temu.
Znacząca korekta miała miejsce w okresie od czwartego kwartału 2006 r.
do połowy 2007 r., kiedy na krótko spadła inflacja w USA. Ostatni
szczyt indeks osiągnął w sierpniu 2008 r., kiedy inflacja osiągnęła
najwyższy poziom od 1990 r.
W lecie 2008 r. nastąpiło załamanie na rynku surowców, pękła bańka na
rynku nieruchomości, później ujawniły się problemy instytucji
finansowych - inflacja zaczęła gwałtownie spadać, osiągając na koniec
2008 r. poziom bliski zera. Fed drastycznie obniżył stopy procentowe,
poniżej prognozowanego poziomu inflacji. Drugi składnik Indeksu Nędzy –
bezrobocie – zaczął wzrastać już od połowy 2007 r. W lutym 2009 r.
wyniosło ono 8,1 proc. Z każdym tygodniem przybywa kilkaset tysięcy
wniosków o zasiłki dla bezrobotnych. Wskaźnik nędzy jest obecnie
determinowany niemal w całości stopą bezrobocia, ze względu na bardzo
niski poziom inflacji.
Jednak Stanom Zjednoczonym zagraża wzrost inflacji. Realizacja planów
ratunkowych będzie wymagać zwiększenia podaży pieniądza. Czynnikiem
stymulującym wzrost inflacji mogą być również cen surowców. O dwóch
miesięcy powoli podnoszą się ceny ropy naftowej, miedzi, żywności. Od
marca dolar traci wobec euro, wzrasta ryzyko pęknięcia bańki na
obligacjach skarbowych. To najważniejsze czynniki, które mogą uruchomić
wzrost cen w USA.
Jednoczesne działanie rosnącej stopy bezrobocia oraz inflacji może w
niedalekiej przyszłości skutkować dynamicznym wzrostem Wskaźnika Nędzy
w Stanach Zjednoczonych.
Budownictwo indywidualne w USA
Budownictwo jest jednym z najważniejszych kół
napędowych gospodarki. Z drugiej strony wskaźniki odzwierciedlające sytuację w
sektorze budowlanym pokazują kondycję gospodarki. Mogą również sygnalizować
przyszłe zmiany w sytuacji ekonomicznej kraju.
Na budownictwie
zarabia wiele branż gospodarki, jak: produkcja materiałów budowlanych, przemysł
elektro-maszynowy, hutniczy, chemiczny, szklarski itp. Zamówienia otrzymują
producenci mebli, wyposażenia wnętrz, sprzętu AGD. Zyskuje wiele dziedzin
usług. Rozwój tej branży napędza więc popyt wewnętrzny, zmniejsza się
bezrobocie, wzrasta PKB.
Stąd, sytuacja w budownictwie jest źródłem
danych, służących diagnozowaniu kondycji gospodarki i prognozowaniu perspektyw
jej rozwoju. Najpoważniejsze badania w tym zakresie są prowadzone w Stanach
Zjednoczonych. Spośród wielu wskaźników na szczególną uwagę zasługują: liczba
wydanych osobom fizycznym pozwoleń na budowę oraz liczba rozpoczętych budów
domów. Dane są publikowane co miesiąc przez rządową agendę US-Census
Bureau. Stanowią one ważny wskaźnik nastrojów.
Jak wynika z wykresu, od początku bieżącej
dekady następował dynamiczny rozwój budownictwa w USA. Główną przyczyną były
niskie stopy procentowe, jakie wprowadzono w celu ożywienia gospodarki. Ponadto
uzyskanie kredytu hipotecznego nie stanowiło dużego problemu, nawet dla osób z
niską zdolnością kredytową. W latach 2000-2006 ilość rozpoczętych budów wzrosła
o połowę, osiągając w szczycie poziom 2,3 mln w ciągu miesiąca. W połowie 2006
r. nastąpił gwałtowny spadek w budownictwie indywidualnym, co było efektem
drożejących kredytów. Przypomnijmy, od połowy 2003 r. Fed zaczął podnosić stopy
procentowe, które osiągnęły najwyższy poziom 5,25 proc. w 2006 r. To
spowodowało, że coraz więcej kredytobiorców nie było w stanie spłacać
zobowiązań - ich problemy przeniosły się na banki. Symptomy "złego" w postaci
dynamicznie spadającej ilości nowych inwestycji w budownictwie indywidualnym
pokazały się już w połowie 2006 r. Tymczasem na rynkach finansowych panowała
euforia.
W 2008 r. kryzys pokazał swe pełne oblicze. Ludzie nie mieli
pieniędzy na realizację inwestycji, gdyż banki ograniczyły akcję kredytową.
Ponadto coraz więcej Amerykanów znajdowało się w trudnej sytuacji finansowej z
powodu wzrostu bezrobocia. Spadały "na głowę" ceny nieruchomości. Sektor
budowlany odzwierciedlał sytuację ekonomiczną kraju i ludności. W efekcie ilość
inwestycji w zakresie budowy domów mieszkalnych w USA spadła do 466 tys. w
styczniu 2009 r. W lutym nastąpiło odbicie o ponad 1/5. Jednak dane za marzec
były znów niepomyślne – ilość rozpoczętych budów spadła do poziomu 510 tys.
Jednocześnie wydano najmniej w historii pozwoleń na budowę - 513 tys.
Jak widać budownictwo indywidualne, stanowiące jeden z filarów
amerykańskiej gospodarki nie może jeszcze wyjść z dołka. Taka sytuacja przekłada
się w znacznym stopniu na kondycję całej gospodarki, gdyż jedno i drugie są ze
sobą powiązane. Niestety, to co dzieje się w gospodarce za Oceanem, ma
przełożenie na cały świat. Stąd w każdym miesiącu ekonomiści na całym świecie
oczekują na informacje, ile kamieni węgielnych zostało wbudowanych w Stanach
Zjednoczonych.
Zamówienia na dobra trwałego użytku (USA)
Raport zawierający wskaźnik zmiany wartości zamówień na dobra trwałego
użytku jest tworzony przez Census Bureau, rządową agencję wchodzącą w
skład Departamentu Handlu Stanów Zjednoczonych. Przedstawia sytuację w
całym kraju, jak też w poszczególnych stanach. Jest to ważny wskaźnik
nastrojów.
Raport
jest publikowany w czwartym tygodniu każdego miesiąca i dotyczy
sytuacji za poprzedni miesiąc. Podstawę obliczeń stanowią dane uzyskane
od 4300 tysięcy producentów dóbr trwałych wyprodukowanych w USA z 89
branż przemysłowych.
Pojęcie „dobra trwałego użytku” oznacza w tym przypadku wyroby, których
okres używalności wynosi co najmniej trzy lata, np.: samochody,
samoloty cywilne, sprzęt komputerowy i elektroniczny, sprzęt domowy
itd. Zbierane dane dotyczą: nowych oraz jeszcze niezrealizowanych
zamówień, transportu dóbr trwałych oraz wartości ich zapasów (M3).
Obliczane są ich procentowe zmiany wartości w stosunku do poprzedniego
miesiąca (m/m) oraz w ciągu 12 miesięcy (r/r). Wyniki są prezentowane
również w konfiguracji bez przemysłu zbrojeniowego lub transportu.
Otrzymany wskaźnik zmian wartości zamówień na dobra trwałego użytku
stanowi jeden z dziesięciu składników tworzących The Conference Board
Leading Economic Index, który przedstawiłem 6 kwietnia 2009 r.
Wzrost wartości zamówień na dobra trwałe oznacza wzrost gospodarczy,
wówczas ludzie są zadowoleni i chętnie kupują drogie produkty, do
których należą dobra trwałe. W przypadku dekoniunktury konsumenci są
powściągliwi w wydawaniu pieniędzy, szczególnie na towary drogie.
Wartość zamówień na dobra trwałe ma bezpośredni wpływ na sytuację
ekonomiczną przedsiębiorstw: sprzedaż, zyski, zatrudnienie – dla
ludności oznacza to wzrost zamożności, a dla kraju wzrost PKB. Istnieje
tu więc powiązanie przyczynowo-skutkowe, które może napędzać
koniunkturę lub ją osłabiać.
Biorąc jednak pod uwagę, że w gospodarce Stanów Zjednoczonych udział
produkcji w tworzeniu PKB stanowi zaledwie 30 proc., przy ocenie jej
stanu oraz perspektyw należy również uwzględniać dane dotyczące sektora
usług. Należy dodać, że zmiany wartości zamówień na dobra trwałe są
analizowane również w poszczególnych stanach.
Na wykresie przedstawiono zmiany wartości zamówień na dobra trwałego
użytku za okres 16 lat. Widoczne są na nim okresy, kiedy gospodarka
przeżywała prosperity oraz recesje.
Wskaźnik ten jest miarą kondycji gospodarczej, a także pozwala określić
sytuacje przedsiębiorstw w przyszłości. Poprzez zastosowanie średnich
kroczących można zidentyfikować trendy długoterminowe.
W okresie prosperity, który rozpoczął się po 2002 r., napędzanym
niskimi stopami procentowymi Amerykanie chętnie kupowali dobra trwałego
użytku. Jednak od połowy 2003 r. Fed zaczął stopniowo podnosić stopy
procentowe. Nie było to jeszcze odczuwalne a banki chętnie pożyczały
pieniądze, nawet osobom bez odpowiedniej zdolności kredytowej. Jednak
od połowy 2006 r. kiedy stopy sięgnęły 5,25 proc. i zaczęły ujawniać
się symptomy kryzysu nieruchomości nastąpiło załamanie trendu
wzrostowego wskaźnika obrazującego zmiany wartości zamówień na dobra
trwałe. Przez kilka miesięcy wzrosty wartości zamówień w stosunku do
analogicznego okresu poprzedniego roku były jeszcze dodatnie, lecz
coraz mniejsze. Spadek tempa wzrostu był niezwykle gwałtowny i już na
początku 2007 r. odnotowano ujemną jego wartość – oznaczało to, że
wartość zamówień była mniejsza, niż rok wcześniej. W kolejnych
miesiącach wskaźnik ten wykazywał dużą zmienność i oscylował wokół
zera. Rok 2008 już w pierwszym kwartale przyniósł pogorszenie sytuacji
w tym zakresie. Tylko w październiku wartość zamówień spadła o 8,5
proc.
Dramatyczny rozwój wydarzeń na rynkach finansowych uświadomił ludziom
nieuchronność głębokiej recesji. Banki ograniczyły akcję kredytową.
Firmy wprowadziły plany oszczędnościowe, nastąpiła redukcja kosztów.
Sytuacja coraz większej ilości ludzi pogorszyła się z powodu wzrostu
bezrobocia.
Załamało się budownictwo, które stanowiło poważne źródło
zapotrzebowania na dobra trwałe w postaci wyposażenia domów. W efekcie
Amerykanie ograniczyli zakupy dóbr trwałych.
W lutym 2009 r. nastąpiło odbicie wskaźnika (+2,1 proc.), jednak marzec
przyniósł niewielki spadek o 0,8 proc. w stosunku do lutego. Wartość
zamówień na dobra trwałego użytku była o blisko 1/5 niższa, niż rok
wcześniej. Oznacza to, że w dalszym ciągu nie widać pozytywnego
nastawienia społeczeństwa amerykańskiego dla dokonywania zakupów dóbr
trwałych a to nie wróży szybkiemu powrotowi na drogę ożywienia
gospodarczego.
S&P/Case-Shiller Price Index
Badanie rynku nieruchomości stanowi
źródło wiedzy o stanie gospodarki kraju. Dane z poprzednich lat pokazują, że
istnieje wysoka dodatnia korelacja między wzrostem cen nieruchomości oraz
wzrostem PKB. Na podstawie zmian cen nieruchomości, w tym domów jednorodzinnych,
można przewidywać przyszłą sytuację ekonomiczną kraju.
Wybitne
zasługi w badaniu rynku nieruchomości ponieśli prof. Karl E. Case oraz prof.
Robert J. Shiller. Są oni autorami indeksów, odzwierciedlających zmiany cen
domów jednorodzinnych w USA. Pierwsze obliczenia rozpoczęto w 1980 r. w oparciu
o dane z 10 metropolii amerykańskich. W 2000 r. badania poszerzono na 20
metropolii oraz ustalono liczbę 100, jako wartość początkową indeksów. Oznacza
to, że ceny są porównywane do tych, z pierwszego kwartału 2000 r. Obliczenia i
publikacje są prowadzone przez firmę Fiserv, Inc. Wielu Amerykanów posiada więcej niż jeden dom rodzinny.
Obecnie oblicza się
indeksy dla:
- 10 metropolii (S&P/Case-Shiller 10-City Composities),
- 20 metropolii (S&P/Case-Shiller 20-City Composities),
- całego kraju (S&P U.S. National Home Price Index).
Dwa
pierwsze indeksy są publikowane w ostatni wtorek każdego miesiąca. Trzeci,
dotyczący całego kraju – raz na kwartał. Najbardziej popularny wśród analityków
jest indeks dotyczący 20 metropolii. Każdy z nich stanowi cenny wskaźnik nastrojów.
Metodologia obliczania wartości
indeksów opiera się na obserwacji zmian cen domów jednorodzinnych w USA: w 10
metropoliach, 20 metropoliach, całym kraju. Podstawowym parametrem używanym przy
kalkulacji indeksu jest zmiana cen takiego samego rodzaju domów jednorodzinnych.
Informacje o cenach są pozyskiwane ze źródeł ogólnodostępnych. Dla
każdej transakcji sprawdza się wcześniejszą cenę sprzedaży takiego samego domu.
Po znalezieniu odpowiedniej transakcji obie są zestawiane i na tej podstawie
określa się stopę zmiany ceny tego samego rodzaju domów, przy założeniu, że
jakość i wielkość każdego pozostaje taka sama.
Najpierw tworzy się
indeksy dla poszczególnych metropolii, a następnie, uwzględniając odpowiednie
wagi przypisane metropoliom, oblicza się indeks syntetyczny. Ostatecznie określa
się trzymiesięczne średnie kroczące, pozwalające wyznaczyć trendy.
Źródło:
Standard&Poor's
Trend spadkowy cen nieruchomości w USA
rozpoczął się od 2006 r. Był to jeden z pierwszych symptomów dekoniunktury,
znacznie wyprzedzający inne negatywne zjawiska w gospodarce amerykańskiej, i w
konsekwencji kryzys. Rosnące stopy procentowe w 2006 r. znacznie osłabiły
zdolność Amerykanów do spłaty rat kredytów hipotecznych. Zaczęło przybywać ofert
sprzedaży domów przez osoby, które nie były w stanie spłacać zobowiązań wobec
banków. Ceny spadały początkowo powoli, jednak od 2007 r. dynamika zniżek była
coraz większa. Zróżnicowanie przecen nieruchomości w poszczególnych regionach
USA było bardzo duże.
W okresie od stycznia 2000 r. do października 2008
r. w tzw. „słonecznym pasie” obejmującym Arizonę, Kalifornię, Florydę i Newadę
ceny najsilniej wzrastały, jednak kiedy pojawił się kryzys najwięcej spadły.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na Nowy Jork, tam ceny wzrosły o ponad 110 proc., a
spadły tylko o 10 proc. Znaczenie tej metropolii jest kluczowe dla gospodarki i
rynku finansowego USA, stąd nie poddała się ona kryzysowi w takim stopniu, jak
inne ośrodki. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w największych metropoliach
w innych krajach, m.in. w Londynie.
W dwóch pierwszych miesiącach 2009 r.
odnotowano dalsze spadki indeksów - S&P/Case-Shiller dotyczący 20 metropolii
za luty był o 18,6 proc. niższy, aniżeli rok wcześniej. Nie było więc na razie
oznak poprawy sytuacji ekonomicznej w Stanach Zjednoczonych.
Indeks nastrojów w UE, European Economic Sentiment Indicator
Co miesiąc Komisja Europejska publikuje
indeksy nastrojów w gospodarce całej Unii Europejskiej oraz Strefy Euro -
European Economic Sentiment Indicator (ESI). Zakłada się, że w zależności od
tego, jak konsumenci i producenci postrzegają sytuację obecną i przyszłą, tak
będzie następować wzrost lub spadek konsumpcji i produkcji w krajach Wspólnoty.
W związku z tym, ESI jest traktowany, jako wskaźnik nastrojów wyprzedzający zmiany koniunktury w
Unii Europejskiej.
Do każdego z krajów członkowskich UE jest
kierowanych 15 pytań, a respondentami są przedstawiciele przemysłu wytwórczego,
usług, handlu detalicznego, sektora budowlanego i konsumenci.
Respondenci w zależności od branży, odpowiadając na postawione pytania
przedstawiają sytuację ekonomiczną w swoich firmach, jaka miała miejsce w
ostatnich trzech miesiącach i aktualnie. Ponadto prezentują swoje prognozy na
najbliższe trzy miesiące. Pytania dotyczą sprzedaży, zamówień, zapasów, popytu,
cen sprzedaży, aktywności gospodarczej, zatrudnienia. Konsumenci przedstawiają
swoje przewidywania co do kształtowania się ich sytuacji ekonomicznej a także
poziomu bezrobocia w kraju w okresie najbliższych 12 miesięcy.
Ponadto
co kwartał przedstawiciele przemysłu, budownictwa i konsumenci otrzymują
dodatkowe pytania. A dwa razy do roku swoje działania w zakresie inwestycji
ujawniają firmy sektora przemysłowego. Na stawiane co miesiąc pytania
respondenci mają do wyboru po trzy następujące opcje odpowiedzi: „wzrost” (+),
„bez zmian” (=), „spadek” (-) lub „więcej niż wystarczająco” (+),
„wystarczająco” (=), „niewystarczająco” (-) lub „za duże” (+), „odpowiednie”
(=), „za małe” (-). W niektórych przypadkach są przygotowane cztery, pięć lub
sześć opcje odpowiedzi.
Na podstawie uzyskanych odpowiedzi, po
uwzględnieniu czynników sezonowych, oblicza się 15 komponentów. Następnie, po
zastosowaniu odpowiednich wag dla każdego komponentu, obliczany jest indeks
nastrojów gospodarczych Economic Sentiment Indicator (ESI) – odrębnie dla całej
Unii Europejskiej oraz Eurolandu.
Zarówno ESI, jak też indeksy składowe
stanowią narzędzia pozwalające porównać cykle ekonomiczne w różnych krajach a
także monitorować i prognozować rozwój gospodarki w całej Unii Europejskiej, jak
również w poszczególnych krajach.
Od 2001 r. indeksy nastrojów gospodarczych dla UE oraz
Strefy Euro znajdowały się w trendzie wzrostowym. Ostatnia fala wznosząca trwała
od pierwszego kwartału 2005 r. do maja 2007 r. Wówczas osiągnęły one wartości:
115 pkt dla Unii Europejskiej oraz 112,1 pkt dla Eurolandu, jedne z najwyższych
od dwudziestu lat. Po krótkiej stabilizacji, od lipca 2007 r. nastąpiły
dynamiczne spadki indeksów. W ciągu jednego miesiąca pogorszyły się nastroje w
kilku krajach UE - głównie w przemyśle, usługach oraz budownictwie. ESI
najwięcej stracił w Wielkiej Brytanii (-6,6 pkt.). Następne były Włochy (-1,0
pkt.), Hiszpania (-0,9 pkt.), Niemcy (-0,6 pkt.). Był to początek spadku
optymizmu w Unii Europejskiej. Warto dodać, że taka sytuacja miała miejsce na 15
miesięcy przed załamaniem sektora finansowego w Stanach Zjednoczonych a
następnie w niemal wszystkich krajach na świecie. Na giełdach odwrócenie trendu
wzrostowego na spadkowy nastąpiło w czwartym kwartale 2007 r., tj. 3-5 miesięcy
po punkcie zwrotnym indeksów ESI.
Następne miesiące obfitowały w
dramatyczne wydarzenia na rynkach finansowych oraz gospodarce, następowały coraz
szybsze spadki indeksów nastrojów. W marcu 2009 r. wartość ESI osiągnęła
rekordowo niski poziom: 60 pkt dla UE oraz 64,6 pkt dla Eurolandu. Warto dodać,
że w ostatnich 2-3 miesiącach wiele innych wskaźników nastrojów odreagowało
wzrostami. Tymczasem indeksy ESI w dalszym ciągu spadają, choć nieco wolniej.
Zatem nastroje w krajach Unii Europejskiej pogarszają się, chociaż już nie w
takim tempie, jak w ostatnim kwartale 2008 r.
Philadelphia FED Index
Philadelphia FED Index jest
wskaźnikiem publikowanym przez Bank Rezerw Federalnych w Filadelfii. Jest on
miernikiem aktywności gospodarczej i jednocześnie wskaźnikiem nastrojów w trzech stanach USA: Pensylwanii, New Jersey
oraz Delaware. Określany również zdrobniale mianem Philly
Index. Indeks powstaje w oparciu o wyniki sondy przeprowadzanej
wśród przedstawicieli sektora przemysłu wytwórczego w stanach Pensylwania, New
Jersey i Delaware.
Pytania dotyczą oceny sytuacji w gospodarce w porównaniu z
poprzednim miesiącem. Respondenci wypowiadają się w tematach: cen,
nowych zamówień, bezrobocia, zapasów, a także przewidują sytuację gospodarczą w
ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Indeks jest obliczany na podstawie różnic
między pozytywnymi i negatywnymi ocenami, gdzie zero stanowi punkt neutralny.
Dodatnie wartości indeksu oznaczają rozwój, natomiast ujemne – recesję. Raport
jest prezentowany w trzeci czwartek każdego miesiąca.
Na wykresie
indeksu, będącym oscylatorem, widać, że optymizm wśród amerykańskich
przemysłowców (wskaźnik nastrojów) zmniejszał się już od 2005 r. Nastoje gwałtownie pogorszyły się
od połowy 2007 r. Szczególnie drastyczny spadek nastąpił po wrześniu 2008 r.
Ostatnie minimum na poziomie -41,3 miało miejsce w lutym 2009 r. Takiego
pesymizmu nie odnotowano od początku lat 90-tych. W marcu tego roku nastąpiło
niewielkie odbicie, i indeks osiągnął wartość -35. Ekonomiści przewidują, że
kolejne dane przyniosą dalszą poprawę nastrojów. Jednak do przewagi optymistów
nad pesymistami droga daleka.
Indeks przedstawia klimat gospodarczy w
niewielkim regionie USA i opisuje sytuację tylko w sektorze wytwórczym, co jest
jego wadą. Stany Pensylwania, New Jersey i Delaware zamieszkuje łącznie 7 proc.
populacji całego kraju a ich udział w gospodarce krajowej jest stosunkowo niski
– 7-8 proc. ogólnego PKB dla USA. Indeks wykazuje się wysoką
zmiennością.
Jednak Philly Index należy do najbardziej znanych wskaźników
służących monitorowaniu klimatu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych. Chętnie
posiłkują się nim ekonomiści w USA a także w innych krajach.
Indeks Instytutu ZEW
Indeks ZEW jest wskaźnikiem nastrojów
publikowanym przez niemiecki instytut Zentrum für Europäische
Wirtschaftsforschung w Mannheim. Określany potocznie mianem indeksu instytutu
ZEW. Pokazuje on nastroje i opinie dotyczące rozwoju sytuacji gospodarczej w
Niemczech. ZEW jest tworzony na podstawie opinii 350
specjalistów z dziedziny finansów. W comiesięcznej ankiecie przedstawiają oni
swoje przewidywania dotyczące kształtowania się sytuacji w gospodarce
niemieckiej w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.
To drugi po Ifo ważny
wskaźnik koniunktury na rynku niemieckim. Podobnie, jak przy wielu innych
indeksach nastrojów, tu również respondenci mają do wyboru trzy wersje
odpowiedzi – sytuacja gospodarcza: (i) poprawi się, (ii) pozostanie bez zmian,
(iii) pogorszy się. Odpowiedzi neutralne nie są brane pod uwagę. To pozwala
określić udziały procentowe poszczególnych odpowiedzi. Różnica między procentami
odpowiedzi „poprawi się” oraz „pogorszy się” stanowi wartość indeksu instytutu
ZEW, którego wykres jest oscylatorem, tzn. jego wartości mogą zmieniać się w
przedziale od -100 do +100.
Na wykresie indeksu widzimy, że zmiany jego
wartości odbywają się dynamicznie, co świadczy o dużej zmienności nastrojów - od
skrajnie optymistycznych do pesymistycznych. W okresie publikacji
wskaźnika odnotowano trzy minima – w grudniu 1991 i 1992 r. oraz w lipcu 2008 r.
Wówczas ZEW osiągnął poziom -63,9, co jest wartością najniższą w historii jego
publikacji.
Tak pesymistycznych nastrojów wśród niemieckich finansistów
nie było od blisko dwóch dekad. Po trzech miesiącach światem wstrząsnęły
informacje o faktycznych problemach amerykańskich instytucji finansowych, a
giełdy na całym świecie osiągały kolejne minima. Od listopada 2008 r.
odnotowywany jest co miesiąc wzrost wskaźnika ZEW. Za marzec jego wartość
wyniosła -3,5 proc. Oznacza to, że ilość opinii pozytywnych i negatywnych jest
podobna. Tendencja wzrostowa wskaźnika dowodzi wzrostu optymizmu w
Niemczech.
Należy dodać, że minorowe nastroje zaczęły przeważać w
Niemczech już w sierpniu 2007 r. Na świecie mówiono już o rodzących się
problemach rynku kredytów hipotecznych w USA a na jesieni odwrócił się trend
wzrostowy na spadkowy na giełdach papierów wartościowych.
Indeks ZEW należy do ważnych narzędzi służących badaniu i
przewidywaniu koniunktury. Jednak zdarzało się, że dawał błędne sygnały. Stąd
należy go rozpatrywać razem z indeksem Ifo.
Prognozy dla niemieckiej
gospodarki są bardzo istotne ze względu na jej wielkość i znaczenie dla Unii
Europejskiej i świata - pod względem wielkości zajmuje czwartą pozycję na
świecie. Należy dodać, że Niemcy są naszym największym partnerem
gospodarczym.
Sprzedaż detaliczna w USA
Wielkość sprzedaży detalicznej jest ważnym miernikiem
sytuacji ekonomicznej społeczeństwa. Ludzie ograniczają konsumpcję w przypadku
pogorszenia ich sytuacji materialnej, ale również w obawie o jej pogorszenie. W
efekcie zmiany poziomu sprzedaży detalicznej odzwierciedlają sytuację
ekonomiczną społeczeństwa oraz jego nastroje. Raport dotyczący
wartości sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych jest publikowany przez
agendę rządową Census Bureau około dwunastego dnia każdego miesiąca i obejmuje
dane za miesiąc poprzedzający. Opracowywany jest na podstawie danych dotyczących
sprzedaży z 5000 placówek detalicznych. Te podlegają odpowiedniej obróbce, aby
wiernie odzwierciedlały aktualną sytuację w całym sektorze detalicznym USA
obejmującym około trzech milionów placówek sprzedażowych i usługowych. M.in.
dokonuje się korekty o czynniki sezonowe, gdyż sprzedaż detaliczna jest
uzależniona od pory roku, dni wolnych lub świąt.
Badania zmian sprzedaży
obejmują różne jej działy i na tej podstawie tworzy się syntetyczny wskaźnik nastrojów.
Cenionym przez analityków źródłem danych są zmiany sprzedaży detalicznej z
wyłączeniem sprzedaży samochodów, gdyż ta podlega niejednokrotnie dynamicznym
zmianom, co utrudnia analizę trendu.
W Stanach Zjednoczonych sprzedaż
detaliczna stanowi 2/3 PKB, stąd jej zmiany są istotnym czynnikiem pozwalającym
określić kondycję gospodarki tego kraju.
Od 2002 r. przez cztery lata wzrastała
sprzedaż detaliczna i jej dynamika. Na początku 2006 r. nastąpiło spowolnienie
wzrostów. Jednak w 2007 r. miało miejsce niewielkie odbicie w górę. Rok 2008
przyniósł silne załamanie sprzedaży, mocno spadła też sprzedaż samochodów,
szczególnie w drugim półroczu. Problemy instytucji finansowych oraz krach na
giełdach były katalizatorami coraz gorszych wyników detalu a w czwartym kwartale
wskaźnik zmian sprzedaży r/r spadł poniżej zera. Na koniec 2008 r. sprzedaż była
o 11 proc. niższa, niż rok wcześniej. W pierwszych miesiącach 2009 r. tendencja
spadkowa została zahamowana, a nawet nastąpiła niewielka poprawa. W marcu 2009
r. sprzedaż detaliczna ogółem była o 9 proc. niższa niż rok wcześniej, natomiast
po wyłączeniu sprzedaży samochodów spadek wynosi 6 proc. Jednak do osiągnięcia
poziomu sprzed roku w dalszym ciągu dużo brakuje.
Oznacza to, że nie ma
na razie konkretnych sygnałów ożywienia gospodarczego w Stanach Zjednoczonych.
Nie jest to obojętne dla innych krajów, bowiem sytuacja ekonomiczna tej potęgi
gospodarczej ma znaczący wpływ na cały świat.
Wskaźnik Q-Tobin
Wskaźnik Q jest relacją wartości rynkowej
firmy do wartości odtworzeniowej jej aktywów. Wartość rynkowa firmy to
kapitalizacja rynkowa (giełdowa) jej akcji. Natomiast wartość odtworzeniowa jest
sumą nakładów inwestycyjnych i kosztów, jakie należałoby ponieść na odtworzenie
majątku firmy. Tobin zakładał, że w długiej perspektywie czasowej rynkowa
wartość firmy powinna być równa wartości odtworzeniowej.
Jeżeli Q=1
wówczas mówimy o właściwej wycenie firmy przez rynek. Cena jej akcji odpowiada
wartości odtworzeniowej. Wskaźnik Q<1 świadczy o niedowartościowaniu akcji
firmy, natomiast Q>1 dowodzi jej przewartościowania. Im wartości Q są dalej
od jedności, tym większe jest prawdopodobieństwo zmiany trendu notowań akcji.
Interesujących informacji dostarcza analiza zmian wskaźnika w dłuższym
okresie czasu. W Stanach Zjednoczonych na koniec każdego w czterech największych
kryzysów (lata 1921, 1932, 1949 i 1982), wskaźnik Q liczony dla notowanych tam
akcji, reprezentowanych przez indeks giełdowy, spadł do poziomu 0,3 a nawet
poniżej. To oznaczało koniec bessy na giełdach.
Ostatni krach giełdowy, jaki miał miejsce w 2008 r.
zabrał indeksowi DJIA 40 proc., licząc od września do marca 2009 r. a indeks
naszej giełdy stracił w tym czasie 45 proc. W grudniu 2008 r. wskaźnik Q dla
amerykańskich akcji spadł do poziomu 0,62, co jest najniższym odczytem od
czwartego kwartału 1991 r. Ceny akcji stały się znów znacznie niedoszacowane -
jednak nie w takim samym stopniu, jak podczas poprzednich kryzysów. Jeżeli
wskaźnik miałby osiągnąć poziomy z poprzednich kryzysów, oznaczać to może, że
czekają nas dalsze spadki cen akcji na ryku amerykańskim a także na całym
świecie.
Na razie nie wiele zrobiono, aby skutecznie zatrzymać eskalację
kryzysu. Podejmowane przez Stany Zjednoczone działania nie przynoszą pozytywnych
efektów. Wręcz odwrotnie – mogą przynieść dalsze pogorszenie sytuacji
gospodarczej USA, co przełoży się na inne kraje.
Wskaźnik PENGAB
PENGAB jest syntetycznym wskaźnikiem koniunktury w placówkach
bankowych. Opracowywany jest od 1993 r. przez Pentor Instytut Badania
Opinii i Rynku we współpracy i na zlecenie Związku Banków Polskich
(ZBP). Odzwierciedla on nastroje wśród polskich bankowców, którzy
bardzo dużo wiedzą o gospodarce. Wskaźnik jest obliczany na podstawie
wyników sond wśród wybranych 200 placówek bankowych z całego kraju,
reprezentujących wszystkie typy banków krajowych, z wyjątkiem banków
zagranicznych, samochodowych i internetowych. Badanie jest
przeprowadzane co miesiąc.
Respondenci odpowiadają na pytania dotyczące oceny oraz prognozy
rozwoju sytuacji w następujących obszarach działalności danej placówki
bankowej:
-
zmian stanów depozytów złotowych,
-
zmian stanu depozytów walutowych,
-
zmian stanów kredytów złotowych,
-
zmian stanu depozytów walutowych,
-
oprocentowania kredytów,
-
relacji depozytów walutowych do złotowych,
-
relacji kredytów walutowych do złotowych,
-
popytu na jednostki funduszy inwestycyjnych,
-
popytu na akcje i obligacje,
-
ogólnej sytuacji ekonomicznej placówek.
Podobnie, jak w przypadku wskaźnika PMI, tu również respondenci mają do
wyboru trzy możliwe odpowiedzi, formułując swe oceny w porównaniu do
miesiąca poprzedniego: nastąpił wzrost (poprawa), brak zmiany, nastąpił
spadek (pogorszenie).
Różnice między odsetkiem odpowiedzi pozytywnych i odsetkiem odpowiedzi
negatywnych w poszczególnych kategoriach pytań stanowią podstawę dla
tworzenia cząstkowych wskaźników ocen i prognoz. Te z kolei pozwalają
zidentyfikować tendencję w danym obszarze funkcjonowania sektora
bankowego i służą obliczania ogólnego wskaźnika koniunktury w
placówkach bankowych - PENGAB.
Ponadto przedstawiciele placówek bankowych odpowiadają na pytania dotyczące:
- przewidywanego na koniec roku oprocentowania kredytu lombardowego, trzymiesięcznej lokaty i kredytu na cele gospodarcze,
- oczekiwanej stopy inflacji,
- kursu dolara i euro na koniec roku,
- bieżących wydarzeń i spraw istotnych z punku widzenia funkcjonowania sektora bankowego.
Jako, że wskaźnik dotyczy sytuacji w sektorze bankowym, jest on źródłem
istotnych informacji o ogólnej sytuacji gospodarczej kraju,
przedsiębiorstw i ludności. Mówi wiele o istniejącej koniunkturze a
także posiada wartość prognostyczną. Popatrzmy na zmiany tego wskaźnika
w ostatnich latach.
Wskaźnik PENGAB – źródło Eurobankier.pl
Poważny sygnał ze strony PENGAB-u wyszedł w pierwszej połowie 2006 r. a
następny w pierwszej połowie 2007 r., kiedy spadł on o 25 proc.,
znacznie więcej niż rok wcześniej. Kto wówczas wierzył w kryzys? –
rosła giełda drożały nieruchomości, wzrastał PKB. Po odreagowaniu w
drugiej połowie roku wskaźnik nie osiągnął już poprzedniego szczytu i
ponownie spadł - i to powinno dać do myślenia. Przypomnijmy, w
ostatnich miesiącach 2007 r. nastąpiło odwrócenie trendu wzrostowego na
spadkowy na giełdach światowych, również w Polsce. Zaczęły tracić na
wartości również nieruchomości. Później pojawiły się jeszcze dwa
lokalne szczyty. We wrześniu 2008 r. rozpoczął się gwałtowny spadek
wskaźnika PENGAB, razem z indeksami giełdowymi. Powodem było ujawnienie
z pełną wyrazistością problemów sektora nieruchomości i finansowego w
Stanach Zjednoczonych. Zbankrutował Lehman Brothers.
W efekcie wskaźnik PENGAB spadł do rekordowo niskiego poziomu. W marcu
2009 r. osiągnął 11,4 pkt. Oznacza to spadek o 75 proc. od maksimum z
2007 r.
Jak widać, PENGAB dobrze odzwierciedla stan sytuacji gospodarczej i
może służyć jako narzędzie analityczne oraz wspomagać prognozowanie.
|