Dane statystyczne
W minionych
latach tworzyło się wiele baniek spekulacyjnych na rynkach nieruchomości,
również w Polsce. Spektakularne spadki cen nieruchomości ostudziły gorączkę
zakupów i wiarę, że nieruchomości mogą tylko drożeć. Znikła przewaga popytu nad
podażą, a znaczną część projektów deweloperskich wstrzymano.
Według danych
Głównego Urzędu Statystycznego, w 2008 roku w naszym kraju oddano do użytkowania
ponad 165,2 tys. mieszkań, w ubiegłym roku osiągnięto poziom 178,8 tys. Był to
efekt finalizacji wcześniejszych inwestycji.
Przeciętna powierzchnia użytkowa
1 lokalu oddanego do użytkowania w analizowanym okresie wyniosła 99,3 m2 i była
o 3,1 m2 mniejsza niż rok wcześniej.
W 2009 roku rozpoczęto budowę 142,9 tys.
mieszkań w Polsce, rok wcześniej 174,7 tys. Jednocześnie w zeszłym roku wydano
160,1 tys. pozwoleń na budowę mieszkań, jest to 31 proc. mniej niż w 2008
roku.
W ciągu pierwszych czterech miesięcy bieżącego roku oddano do
użytkowania 43,7 tys. mieszkań, czyli prawie o 1/5 mniej niż rok wcześniej.
Spadek podaży jest konsekwencją mniejszej liczby inwestycji budowlanych
rozpoczętych na przełomie 2008/2009 i na początku 2009 roku. W 2010 roku
odnotowano wzrost liczby inwestycji – w okresie styczeń-kwiecień rozpoczęto
budowę 47,6 tys. mieszkań, o 22,7% więcej niż w analogicznym okresie roku
ubiegłego. W przypadku mieszkań budowanych przez deweloperów wzrost jest jeszcze
większy i wynosi 67,2% r/r.
Dziedzictwo poprzedniego
systemu
Pomimo, że od początku transformacji mija 20 lat, sytuacja
mieszkaniowa w Polsce jest w dalszym ciągu niezadowalająca. Pod względem liczby
mieszkań w stosunku do populacji zajmujemy dalekie miejsce wśród krajów
rozwiniętych – jest to około 340 mieszkań na 1000 mieszkańców. Średnia dla
krajów Unii Europejskiej wynosi 450. Wiele zasobów mieszkaniowych, szczególnie
tych z wielkiej płyty nie budzi zainteresowania młodych Polaków. Niektóre są w
stanie zaawansowanej degradacji i aby je dalej eksploatować należy przeprowadzić
solidne prace remontowe. W okresie bujnego rozwoju realnego socjalizmu nie
zastanawiano się, co będzie za kilkadziesiąt lat. Istniejąca infrastruktura na
osiedlach z lat 70-tych i 80-tych jest nieprzystosowana do współczesnych realiów
– brak parkingów, bezpiecznych placów zabaw dla dzieci, terenów rekreacyjnych,
czy bezmyślnie zaprojektowane drogi osiedlowe, to tylko niektóre z efektów
pogoni za wykonaniem odgórnie skonstruowanych planów. Dowody partactwa
budowlanego z poprzedniej epoki można mnożyć. Należy dodać, że wiele obecnie
budowanych osiedli również nie zapewnia komfortu życia. Pogoń za zyskiem za
wszelką cenę powoduje, że tworzy się zagęszczone blokowiska, niczym przedwojenne
czynszówki, gdzie sąsiad sąsiadowi „zagląda do talerza”. Ludzie chcą teraz żyć w
lepszych i większych mieszkaniach, na osiedlach projektowanych „z głową”. Rosną
więc wymogi odnośnie jakości i wielkości lokali mieszkalnych, infrastruktury
osiedlowej. Wg danych GUS, w 2008 r. przeciętna powierzchnia użytkowa lokalu
wynosiła 104 m2,dla porównania w 2000r. - 89,7 m2.
Zmiany
popytu
Kluczowym czynnikiem mającym wpływ na spadek popytu na
nieruchomości mieszkalne w ubiegłym roku było drastyczne ograniczenie akcji
kredytowej przez banki. O ile uzyskanie kredytu na kwotę nawet wyższą, niż
wartość nieruchomości nie stanowiło dużego problemu w latach 2007-2008, to w
pierwszym półroczu zeszłego roku banki godziły się na udzielenie kredytu przy
wskaźniku LTV (Loan to Value) wynoszącym, co najwyżej 80 proc. W efekcie, jak
szacują analitycy CEE Property Group, przeciętna rodzina w roku 2010 może wziąć
kredyt o połowę mniejszy niż dwa lata wcześniej.
W rubrykach ogłoszeń
przeważały oferty sprzedaży mieszkań, co było w znacznej mierze efektem boomu z
lat 2007/2008. Rozpoczęte wówczas budowy były oddawane w 2009 r. do użytku,
wiele inwestycji miało charakter spekulacyjny. Ceny nieruchomości spadły średnio
o 10%. Jednak w dużych miastach przeceny były mniejsze, np. w Warszawie średnia
cena 1 metra kwadratowego mieszkania spadła z 8737 zł w grudniu 2008 roku do
8493 zł na koniec ubiegłego roku – wynika z danych CEE Property Group.
Rynek
kredytów mieszkaniowych wykazuje coraz więcej oznak ożywienia. Kolejne banki
wprowadzają promocyjne oferty, obniżane są marże, poprawiają się warunki
kredytowania. Na korzystniejszych warunkach można też zaciągnąć kredyt w euro.
Analitycy CEE Property Group zwracają uwagę, że ułatwienia w otrzymaniu
kredytu na nieruchomość dotyczą tylko nabywców mieszkań. Finansowanie
deweloperów, czyli nowych inwestycji jest nadal na stosunkowo niskim poziomie,
banki oczekują bowiem większego zaangażowania kapitałowego ze strony firm
budujących mieszkania.
Budownictwo na swoim
Jak
pobudzić rynek budownictwa mieszkaniowego? Duże znaczenie dla rozwoju tego
sektora widzę w rządowym programie
Rodzina na swoim (RnS), którego głównym
założeniem jest koncentracja działań mających na celu udzielenie pomocy zarówno
dla małżeństw, bez względu na staż, jak również dla osób samotnie wychowujących
dzieci.
Systematycznie wzrastają się limity określające maksymalną cenę
metra kwadratowego kredytowanej nieruchomości , co pozwala objąć Programem coraz
więcej mieszkań. Ostatnia zmiana została przeprowadzona 1 kwietnia br. W
Warszawie w I kwartale br. limit cenowy wynosił 7699zł za metr kwadratowy, a
obecnie wynosi 8013,88zł . Spadła również stopa referencyjna z 6,20 do 6,18% .
Skarb Państwa może przekazać na dopłaty do odsetek w tym roku kwotę 70 mln zł.
Do kwietnia 2010r. udzielono od początku Programu, blisko 50 tys. kredytów na
kwotę ponad 8,1 mld zł .
Dzięki zwiększeniu wskaźnika przeliczeniowego kosztu
odtworzenia metra kwadratowego powierzchni a także spadkom cen mieszkań z
kredytu z dopłatą mogło skorzystać wielu Polaków. W efekcie, miesięczna wartość
tego rodzaju kredytów była w drugiej połowie ubiegłego roku ponad pięć razy
wyższa, niż w styczniu i kształtowała się na poziomie powyżej pół miliarda
złotych. Miało to już widoczny wpływ na rynek
mieszkaniowy.
Alternatywne metody finansowania
Według
dr Pawła Grząbki, prezesa CEE Property Group, problemy z finansowaniem bankowym
dotykają obecnie większość deweloperów. Wiele banków ciągle uważa sektor
budowlany, jako obarczony dużym ryzykiem inwestycyjnym. -Nie spodziewam się aby
w tym roku warunki finansowania budownictwa przez banki uległy radykalnej
poprawie. Stąd można spodziewać się wzrostu znaczenia alternatywnych sposobów
finansowania inwestycji deweloperskich, np. poprzez fundusze nieruchomości –
uważa Grząbka. Do alternatywnych źródeł finansowania należy przykładowo emisja
obligacji lub finansowanie inwestycji ze środków wyspecjalizowanych funduszy
nieruchomości, pozyskujących kapitał z rynku od inwestorów indywidualnych i
instytucjonalnych.
Kapitał dłużny pozyskany w wyniku emisji obligacji pozwala
na wykorzystanie efektu dźwigni finansowej i zwiększenie zysku przypadającego na
jedną akcję. Pozytywnym wydarzeniem dla rozwoju rynku obligacji jest
uruchomienie rynku Catalyst na Giełdzie Papierów Wartościowych w
Warszawie.
Szansą dla finansowania nieruchomości są
fundusze nieruchomości.
Od lat z powodzeniem funkcjonują w Stanach Zjednoczonych, Europie Zachodniej i
na Dalekim Wschodzie. Aktywa funduszy nieruchomości w Polsce wynoszą zaledwie 2
mld złotych, co stanowi około 2 proc. całego rynku funduszy inwestycyjnych,
wynika z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami. Ten segment rynku
finansowego ma przed sobą perspektywy rozwoju w najbliższych latach i będzie
stanowić alternatywę wobec rynku akcji czy innego rodzaju funduszy.
Ogromny
potencjał inwestycyjny mają wielkoobszarowe inwestycje gruntowe zlokalizowane w
niewielkiej odległości od dużych miast oraz znajdujące się w bezpośrednim
sąsiedztwie prestiżowych miejscowości otaczających największe aglomeracje.
Działki powyżej 5 ha można kupić nawet z 50% dyskontem w stosunku do cen
transakcyjnych małych działek (poniżej 2 tys. metrów). Tak duże dysproporcje cen
wiążą się z faktem znaczącego spadku popytu na duże nieruchomości gruntowe
spowodowanego drastycznym ograniczeniem przez banki kredytowania zakupu gruntu.
Podział działki na mniejsze, a następnie ich sprzedaż powinna umożliwić
uzyskanie wysokiej stopy zwrotu zainwestowanych środków.
Ta szanse
zamierzają wykorzystać zarządzający funduszem Investor Property FIZ. W dniach
7-30 czerwca 2010 roku jest prowadzona publiczna sprzedaż certyfikatów tego
funduszu.
Investor Property FIZ będzie istotnie różnić się od dostępnych
funduszy nieruchomości bazujących na przepływie pieniędzy za zarządzanie
nieruchomościami, które najczęściej kupują gotowe inwestycje komercyjne (galerię
handlowe lub biurowce) i czerpią zyski z wynajmu powierzchni. Investor Property
FIZ będzie zarabiać na inwestowaniu w najbardziej rentowny segment rynku
nieruchomości, czyli w budowę nowych budynków.
Z kolei zyski Funduszu
osiągnięte z inwestycji w ziemię zrekompensują inwestorom, planującym w
przyszłości zakup działki budowlanej, wyższe koszty jej nabycia. Zatem
certyfikaty Investor Property FIZ mogą pełnić rolę instrumentów
zabezpieczających (hedgingowych).
Inwestycja dla
wielu
Fundusze nieruchomości dają możliwość zarabiania na rynku
nieruchomości inwestorom, którzy nie posiadają odpowiednio dużo środków,
niezbędnych aby zainwestować w całą nieruchomość. Certyfikaty inwestycyjne
takich funduszy są dostępne na rynku kapitałowym.
Rozwój funduszy
nieruchomości może przynieść korzyści również całej gospodarce – pieniądze
pozyskane przez nie na rynku kapitałowym mogą stworzyć nowe szanse na rozwój
budownictwa. Daje ono siły witalne wielu sektorom, przyczyniając się do
zmniejszenia bezrobocia, w konsekwencji do rozwiązania wielu problemów
społecznych i ekonomicznych kraju.